Zawód: Działacz.
12 wrzesień 2009 at 16:57 | In Z mojej głowy ;], Z życia, Ze sportu | 2 CommentsNa początek krótki wstępik:
- po pierwsze: ta notka miała początkowo powstać jako odosobniona notka, w której poruszę drażniący mnie temat i już do niego (raczej) nie powrócę, jednak wydarzenia kilku ostatnich dni sprawiły że POSTARAM SIĘ, aby była ona początkiem krótkiej serii, w której, jak to się mówi, będę wtykał kij w mrowisko… a w zasadzie mrowiska ;]
- po drugie: artykuł ten będzie zawierał dużą dozę wyżywania się, być może nawet na Bogu ducha winnych, starszych panach (no i tam ze 2 paniach), dlatego jeśli ktoś jest wrażliwy/nie wydaje pochopnych osądów/jest sprawiedliwy społecznie/naoglądał się za dużo TVN-u albo innej telewizji, jest proszony o odejście od komputera i pozostawienie tej notki w spokoju
No więc, pora na właściwą akcję…
Rozliczenie
10 czerwiec 2009 at 0:17 | In Z mojej głowy ;] | 6 Comments9 czerwca 1989 roku Polska była świeżo po pierwszych (prawie) wolnych wyborach, a Świat stał u progu wielkich zmian, które miały popchnąć w niebyt ZSRR, a razem z nim cały komunizm. Jednak dzień ten dla mnie jest szczególny z innego powodu – to właśnie tego dnia przyszedłem na świat w szpitalu im. Stefana Żeromskiego w Krakowie – Nowej Hucie. Równe 20 lat później (ta notka była pisana w dniu moich urodzin) kończę bycie nastolatkiem, a więc tak naprawdę pierwszy lub jeden z pierwszych ważnych i w miarę samodzielnych etapów mojego życia. Uznałem, że w związku z tym dobrze byłoby ten etap jakoś podsumować, zrobić rozliczenie, zestawić sukcesy i porażki, przeprosić za błędy, które dotknęły innych oraz podziękować za wsparcie przyjaciół. Na pewno nie będę sobie sam wystawiał oceny bo bardzo tego nie lubię. Uważam, że ocenić kogoś może tylko ktoś inny bo wystawiając ocenę sobie dajemy tylko dowód albo patologicznej skromności albo buty i zadufania w sobie. Dlatego, drogi czytelniku, jeśli już koniecznie musisz mnie oceniać to dokonaj subiektywnej oceny i chyba najlepiej zachowaj ją dla siebie, jaka by ona nie była
Przede wszystkim przez te 20 lat życia poznałem wielu ludzi, którzy kształtowali moje poglądy na otaczający mnie świat. Zawsze starałem się weryfikować poglądy, które ktoś chciał mi przekazać, nie przyjmowałem ich w ciemno i zawsze oceniałem czy są zgodne z moimi przekonaniami, które początkowo kształtowane były oczywiście przez rodziców. Z czasem doszedłem do mojego własnego sposobu na życie, zasad którymi staram się kierować i którym staram się być zawsze wierny. Tak na dobrą sprawę już kilka lat temu wszedłem w okres, w którym mam ugruntowany sposób patrzenia na świat i trzeba się naprawdę wiele natrudzić, żeby choć odrobinę go zmienić. Szczerze mówiąc, w tym chciałbym dojść do perfekcji – zawsze móc na chłodno analizować czyjeś racje i starać się nie generalizować i przyjmować czyichś poglądów w całości, tylko zawsze być na tyle silnym aby działać w zgodzie ze sobą, ze swoim sumieniem, mieć tyle siły, żeby odrzucić tę część która mnie nie przekonuje. Mówiąc bardzo prostym językiem – nie chciałbym się nigdy sprzedać…
Ale wracając do głównego wątku bo to miało przecież być podsumowanie, a nie „kim chciałbym być w przyszłości”. Chcę zacząć od przeprosin. Przeprosin dla wszystkich tych, których kiedykolwiek w jakikolwiek sposób skrzywdziłem, obraziłem czy zraniłem. Przeprosin za moją głupotę bo inaczej tego nie można nazwać. Za to, że nie raz nie byłem zupełnie szczery, a czasem wręcz zdarzyło mi się kłamać w żywe oczy. Za to, że zamiast wesprzeć kogoś innego w trudnej chwili zajmowałem się sobą. Za to, że zamiast spotkać się i tak po prostu, po ludzku, pogadać – znajdowałem wymówki. Za to, że może nie miałem odwagi przeprosić patrząc w oczy…
A teraz o wiele przyjemniejsza część dla mnie – czyli podziękowania. Podziękowania tak naprawdę dla każdego, kogo spotkałem w moim dotychczasowym życiu. Bo każdy w mniejszy lub większy sposób wpływał na to kim teraz jestem. Ale w szczególności dla moich rodziców i brata, za to że, chociaż bywało ciężko, potrafili stworzyć prawdziwy Dom, w którym dorosłem i w którym się wychowałem. Dla moich przyjaciół, zarówno tych z którymi kontakt się urwał lub ograniczył, jak i tych, którzy wciąż są blisko mnie, za to że po prostu są i że nigdy czasu spędzonego w ich towarzystwie nie uważałem za stracony. Również za to, że wysłuchują nieraz moich narzekań i podtrzymują mnie na duchu w trudnych chwilach i za to, że zawsze gdy o nich pomyśle na mojej twarzy pojawia się uśmiech i poprawia mi się humor. Dla moich znajomych, którzy z różnych powodów nie zostali przyjaciółmi, ale darzę ich sympatią i cieszę się, że kiedyś stanęli na mojej drodze. Wreszcie, choć to może się wydać dziwne, dla dzielnicy w której się wychowałem. Tak, tak, drodzy państwo, Nowa Huta to piękne miejsce, które daje prawdziwą lekcję życia i którego przez to nie zamieniłbym na żadne inne miejsce na świecie
Tu się wychowałem i mogę powiedzieć, że jestem z tego dumny.
No i przyszła pora kończyć ten przydługi wywód
Cóż mógłbym tu jeszcze dopisać… chyba tylko to, że chociaż może są w moim życiu rzeczy, których żałuje to za żadne skarby nie stwierdzę, że chciałbym je przeżyć inaczej. Naprawdę nic bym w nim nie zmienił gdybym miał taką możliwość bo moje porażki i błędy przyczyniły się do tego jaką osobą jestem obecnie, a dobrze się czuje takim jakim jestem.
I mam tylko nadzieję, że przez te 20 lat życia naprawdę komuś pomogłem, ktoś jest mi wdzięczny za to, że spotkał mnie na swojej drodze. Po prostu, że zrobiłem coś dobrego, coś dzięki czemu czyjeś życie stało się choć trochę łatwiejsze albo choć trochę nabrało sensu. Bo tak naprawdę dla mnie to właśnie to się liczy – ludzie, którzy ciepło mnie wspominają i czują do mnie jakiś sentyment. Pewnie dlatego, że sam najgłębszym uczuciem darzę tych, którym coś zawdzięczam, którzy okazali mi kiedyś bezinteresowną pomoc…
Bo przecież pieniądze czy sukces mogą przyjść ale nie muszą, da się przywyknąć jeśli są mniejsze niż się w młodzieńczych, idealistycznych planach przewidywało, ale już bez przyjaciół życie zupełnie traci sens
I na te moje 20-te urodziny życzę sobie, żebym za kolejne 20 lat mógł dalej twierdzić, że mojego życia nie zmieniłbym w żaden sposób bo jestem z niego zadowolony
Fenomen 2-gich kwietniów…
3 kwiecień 2009 at 17:37 | In Z życia | 11 CommentsWczoraj była 4 rocznica śmierci Jana Pawła II. Człowieka bez dwóch zdań wielkiego, pewnie największego Polaka w historii. Człowieka, który, jak myślę, zasłużył w pełni na miano świętego i który powinien być wzorem do naśladowania dla większości z nas.
I wszystko byłoby pięknie, z tym, że tu pojawia się jedno ale… Powiedziałbym, że jak zwykle w naszym pięknym kraju ludzie poszli za daleko w okazywaniu uczuć do zmarłego papieża. Potrafię zrozumieć msze z tej okazji – to jest wręcz naturalne, tak samo czuwania w miejscach szczególnie kojarzących się z papieżem, ale już nie bardzo rozumiem różne wątpliwej jakości koncerty albo inne tego typu wydarzenia “artystyczne”, nie bardzo rozumiem zapalanie zniczy na ulicach imienia Jana Pawła II, pod Jego pomnikami, szkołami Jego imienia… po prostu nie bardzo mogę zrozumieć ten nagły zryw naszego społeczeństwa aby pokazać jakie to ono nie jest dobre, czułe i pamiętające.
Problem polega na tym, że Polacy są bardzo skłonni do robienia tego typu “szopek”, do pokazywania, demonstrowania, udowadniania… Ktoś powie – to dobrze, mają silną wolę… Niestety – najczęściej jest to niestety demonstrowanie na pokaz, po to aby ktoś inny zobaczył jacy to nie jesteśmy wspaniali i gotowi do poświęceń, a jak przyjdzie co do czego to z tymi poświęceniami i tą wspaniałością jest bardzo krucho. Najbardziej jaskrawym przykładem jest oczywiście słynne “pojednanie” kibiców krakowskich klubów piłkarskich po śmierci papieża właśnie, które wiadomo jak się skończyło. Może mógłbym podać tu jeszcze inne przykłady, ale nie o to mi chodzi, zmierzam do tego, że czasem jednak lepiej by było żebyśmy zamiast obnosić się na ulicy ze swoją pobożnością, czy czymkolwiek innym spróbowali trochę tego wnieść do swego życia. Czy większość z tych ludzi, którzy stali wczoraj np. pod oknem na Franciszkańskiej zna choćby niektóre fragmenty homilii Jana Pawła II, którego słowami tak chcą się kierować? Czy może pamiętają jedynie fragment o kremówkach z Wadowic – bo był śmieszny, swojski i przaśny – taki, jak właśnie świętowanie w wykonaniu Polaków.
Nie mówie żebyśmy byli święci, to się mało komu udaje, jak dla mnie wręcz niemal nikomu, mówię tylko, że jesli już chcemy być tacy dobrzy, prawi i wspaniali to bądźmy po prostu trochę lepsi na co dzień, a nie tylko przez 2 dni w roku bo tak wypada. Naprawdę pomagajmy w błahych sprawach, wnieśmy komuś ciężkie zakupy po schodach, pomóżmy załadować wózek do tramwaju, przepuśćmy kogoś starszego w drzwiach, jadąc samochodem wpuśćmy kogoś czasem przed siebie, przestańmy całymi dniami czytać o tym kto, z kim i dlaczego (“Fakty” i inne podobne “gazety”). Po prostu spróbujmy być trochę lepsi, zajmijmy się swoim życiem i tym co nas otacza i spróbujmy to trochę zmieniać na lepsze. A nie tylko wklejajmy zdjęcia na n-k, kupujmy gazety z płytami, siedźmy na ulicy pod oknem z Jego zdjęciem – od tego świat nie stanie się lepszy, a na pewno nie jeśli później wrócimy do domu i powiemy że “ci wredni Iksińscy znowu do kościoła nie poszli… pewnie komuniści”…
A tymczasem czekam na nasz kolejny zryw 18 maja – w dniu urodzin Karola Wojtyły…
Tytułu nie będzie bo nie o niego tu chodzi…
20 marzec 2009 at 21:49 | In Z życia | 9 CommentsNa początek ostrzeżenie – ta notka może być chaotyczna bo była pisana pod wpływem dość silnych emocji spowodowanych dość silnym bodźcem…
Continue reading Tytułu nie będzie bo nie o niego tu chodzi……
Coś do polecenia ;)
8 marzec 2009 at 18:35 | In 1 | 4 CommentsOstatnimi czasy dużo się mówiło na temat nowej wybranki serca jednago z naszych byłych premierów i jej “twórczości” na blogu tegoż byłego premiera. Nie, nie, spokojnie, nie mam zamiaru zajmować się tutaj polityką, jakbym chciał podnieść sobie ciśnienie to poszedłbym pobiegać
Po prostu, przez przypadek zetknąłem się z rzeczoną “twórczością” tej pani i natychmiast skojarzyła mi się ona z tą kultową sceną z “Misia”:
A to z kolei sprawiło, że przypomniałem sobie o polskich komediach z okresu PRL-u i chciałem je polecić wszystkim tym, którzy ich jeszcze nie widzieli, jak i tym, którzy już je oglądali bo są to filmy godne wielokrotnego przypominania. A więc na zachętę, jeszcze kilka fragmentów: Continue reading Coś do polecenia ;)…
Historia pewnej miłości…
1 marzec 2009 at 18:57 | In Z życia, Ze sportu | 5 Comments… i moja mała spowiedź.
No to start.
25 luty 2009 at 12:12 | In Z mojej głowy ;] | 2 CommentsTags: początek
Postanowiłem założyć bloga. Nie pytajcie dlaczego bo wam nie odpowiem… szczerze mówiąc, sam tak naprawdę nie wiem. W każdym razie jeśli będe czuł jakąś wewnętrzną potrzebę podzielenia się z wami czymś tutaj, to zamieszcze jakąś notkę. Chciałbym (wypada mi?) napisać czego po tym blogu możecie się spodziewać… ale jedyne co przychodzi mi na myśl, to słynny cytat z “Boskiej komedii” Dantego – “Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”. Inna sprawa, że zależy na co macie nadzieję tu wchodząc.
Bo jeśli macie nadzieję na regularność tego bloga, to właśnie możecie ją porzucić – na pewno nie będzie tak, że notki będą się pojawiać o ustalonych porach, nie wiem nawet jak długo będą się pojawiać bo nie wiem na ile starczy mi samozaparcia do prowadzenia tego bloga.
Jeśli macie nadzieję, że będzie tu tylko lekko, miło i przyjemnie, to też ją porzućcie – pomimo tego, że umieściłem na blogu taką kategorię, to będzie ona raczej używana dość rzadko… choć z drugiej strony…
…jeśli macie nadzieję na tylko głębokie i filozoficzne notki też ją porzućcie – nieraz będę poruszał tematy dla zdecydowanej większości błahe i nie ważne, ale ciekawe np. dla mnie.
Na razie nie wiem, na której tematyce skupię się w głównym stopniu i czy blog w ogóle przetrwa np. pierwszy miesiąc – to “wyjdzie w praniu”, mam parę pomysłów i zobaczymy który zwycięży.
A na razie – pora wystartować
Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.