Historia pewnej miłości…

1 marzec 2009 at 18:57 | In Z życia, Ze sportu | 5 Comments

… i moja mała spowiedź.

To było trochę perfidne… pewnie spodziewacie się tu opisu jakiegoś mojego gorącego uczucia do przedstawicielki płci pięknej, czy coś w tym stylu… a tu “ta wredna menda taką pierdołę sobie wymyśliła”, nie? ;) Tylko cały ból polega na tym, że to co zawrę w treści tego artykułu dla mnie nie jest pierdołą i znaczy naprawdę wiele, a całe uczucie narodziło się na długo zanim zainteresowałem się płcią przeciwną, czy poznaniem któregokolwiek ze stałych czytelników bloga będących jednocześnie moimi przyjaciółmi ;) Ale, ale, nie pochwaliłem się o jakiej to miłości chciałbym napisać… otóż będę pisał o miłości przez którą między marcem a listopadem z niewielką przerwą przynajmniej co drugi weekend przez kilka godzin jestem nieosiągalny dla nikogo i niektórzy wątpią wtedy w szczerość mojej przyjaźni do nich, o miłości przez którą już nie raz mogłem dostać po twarzy, a raz nawet dostałem przez nerki ;) , o miłości przez którą przez ostatnie parę lat miałem często kiepski humor i nieraz się za obiekt tej miłości wstydziłem… jednym słowem o miłości do Hutnika (nie Rafał, nie wyłączaj notki ;D). Ale w tym opisie pomogę sobie słowami mojej ulubionej przyśpiewki:

Kiedy byłem małym chłopcem
Ojciec zabrał mnie na mecz

No właśnie. Bo tak to się prawie zawsze zaczyna. Nigdy nie zapomnę mojego “debiutu” na Suchych Stawach. Był 17 lipca 1996 roku. Hutnik po zdobyciu kilka miesięcy wcześniej brązowego medalu mistrzostw Polski zakwalifikował się do rozgrywek Pucharu UEFA. W rundzie wstępnej czekało na niego mało wymagające azerskie Chazri Baku. Ale i tak nie spodziewałem się, że tata powie na parę godzin przed meczem – “no Darek, po południu idziemy na mecz”. Byłem cholernie podekscytowany – w końcu do tej pory mecze widywałem tylko w telewizji, a tu ja, 7-letni gżdyl, pójdę na prawdziwy stadion… i to od razu na mecz Pucharu UEFA. I tego popołudnia poszliśmy z tatą i z 10 lat starszym bratem na ten mecz… I tego popołudnia wszystko się zaczęło ;)

Zobaczyłem szalikowców,
Taki szalik chciałem mieć

Jeszcze tylko kolejka do kasy i jestem na stadionie… i pierwsze co mnie uderzyło po wejściu to śpiew na naszym sektorze H. Wtedy na meczu było ponad 5 tysięcy osób, jak nawet tysiąc z nich zaczął śpiewać to dla siedmiolatka to było zdecydwanie coś po czym ciarki przechodziły po plecach. I to pamiętam z tego pierwszego meczu najlepiej. No i oczywiście wynik – 9:0 dla Hutnika – do dziś najwyższe w historii zwycięstwo polskiego zespołu w europejskich pucharach… no a z tych 9 bramek najlepiej pamiętam ósmą – z rzutu karnego egzekwowanego przez naszego bramkarza – Siergieja Szypowskiego :)

Rozmyślałem cały ranek,
Całe popołudnie też,
Co tu zrobić co uczynić,
Żeby taki szalik mieć.

Mecz się skończył, ja wróciłem do domu i niby wszystko wróciło do normy… ale ja już nie mogłem się doczekać kiedy pójdę na następny, kiedy znowu będe mógł usłyszeć doping kibiców, mieć naprawdę znanych piłkarzy praktycznie na wyciągnięcie ręki. Pamiętam, że jak brat nie zabrał mnie na kolejny mecz pucharowy u siebie z Sigmą Ołomuniec to się popłakałem ;) Zresztą do dzisiaj mam mu to za złe bo ten mecz, wygrany 3:1 jest przez wielu starszych kibiców uważany za najlepszy w historii Hutnika. Jak się okazało, na kolejny mecz musiałem czekać pół roku… i niestety był to już mecz w II lidze bo rozpoczął się upadek Hutnika, którego byłem mimowolnym świadkiem.

Obudziłem się nad ranem,
Znowu szalik mi się śnił,
To nie Wisły, ani Pasów,
To Hutnika szalik był.

Później były kolejne mecze… najpierw 1, 2 na rundę, później co miesiąc, a później częściej. Połknąłem bakcyla. Wydatnie pomógł mi w tym brat, który zaczął zabierać mnie na stadion, za co jestem mu dziś niezmiernie wdzięczny :) Coraz częściej pojawiając się na Suchych Stawach zacząłem poznawać innych ludzi tak samo jak ja i brat “zakręconych” na punkcie Hutnika. Na początku, z racji wieku – dużo niższego niż reszta towarzystwa – byłem swoistą maskotką tej grupy, dziś już jestem jej pełnoprawnym członkiem ;) I już byłem pewny – tak, chcę przychodzić na mecze tego konkretnego zespołu i spędzać ten czas z tymi konkretnymi ludźmi – nie interesują mnie inne drużyny z Krakowa. Tą decyzję podjąłem pomimo tego, że Wisła i Cracovia zaczęły się odradzać a Hutnik zaczął się wtedy pogrążać w niższych ligach. Widziałem moich kolegów z klasy w podstawówce, czy z osiedla, którzy idą na ten stadion, gdzie jest sukces… i to tylko mocniej utwierdzało mnie w przekonaniu, że chce chodzić na Hutnika… nawet jeśli tam będzie tylko te 600-700 osób na meczu. Bo jeśli nie zdradzili w takiej sprawie, to i nie zdradzą w poważniejszych i będzie można na nich liczyć. I nie zawiodłem się. Po pewnym czasie poznałem ludzi tworzących Stowarzyszenie Kibiców i zawsze kiedy ktoś był w potrzebie, miał jakiś interes, czy jakiś fajny pomysł mógł liczyć na pomoc innych kibiców – niezależnie od statusu materialnego, miejsca zamieszkania, czy wyglądu… I to sobie w tych ludziach niesamowicie cenię.

HKS-ie, HKS-ie,
Ukochany klubie nasz,
My za Tobą pojedziemy,
Odwiedzimy cały świat.

Za 2 tygodnie zacznie się kolejna runda – tym razem wiosenna sezonu 2008/2009. Niestety tylko w IV-tej lidze. Na szczęście mamy dobrych zawodników, świetnych trenerów i duże szanse na awans. A ja znowu pójdę z uśmiechem na ustach na Suche Stawy, usiądę przy wyjściu z tunelu  i w doborowym towarzystwie obejrzę mecz… mam nadzieję że zwycięski. A gdy będzie trzeba, wsiądę w auto, autobus, czy pociąg i pojadę dopingować Hutnika gdzieś na innych stadionach bo od 2-3 lat także wyjazdy to dla mnie nic nowego ;) I tak już zawsze bo przecież jak mówi inna przyśpiewka:

Czy wygrywasz, czy nie
Ja i tak kocham Cię,
W sercu moim – Hutnik!
I na dobre i na złe
;)

Spodziewam się pod tym wpisem paru lekceważących, albo wyśmiewających komentarzy od znanych mi osób (i jak Rafał, doczytałeś do końca? xP)… i szczerze mówiąc mam to gdzieś bo nie mam zamiaru nic w opisanej pod koniec notki postawie zmieniać, a jak napisałem cechy ktore pokazują ludzie w tak błahych sprawach często uwidaczniają się w ich postawie w innych aspektach życia… uparty jestem – to wiem, ale mam nadzieję, że można mi zaufać i na mnie polegać ;)

5 komentarzy »

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack

  1. Jasne, że doczytałem, ale nie zaskoczyłeś mnie wcale bo wiedziałem, że miłością będzie piłka nożna. Przeżycia z dzieciństwa masz fajne z tego co widzę.. Jednakowoż fanatyzm w wielu (o ile nie we wszystkich) aspektach życia mnie dziwi, śmieszy i wkurza. Tobie może daleko do fanatyzmu, ale nosi to pewne znamiona..

  2. OK, więc nic nie powiem. XD Ale notka godna pochwały ;] Nie to co u Tomka lamusa, który nic nie pisze XD

  3. Uznałem że trzeba napisać coś mądrego w komentarzu… więc po chwili zastanowienia..

    Na pierwszy mecz Hutnika zabrał mnie dawno temu mój ojciec ale było to na tyle dawno że jest to dla mnie mgliste wspomnienie w którym motywem przewodnim nie był sam mecz a grillowana kiełbasa którą to spożywałem…

    Ale pierwszy mecz Hutnika na który świadomie się udałem to był bodajże wygrany mecz z Wierną Małogoszcz jakoś w kwietniu ubiegłego roku. I nie trudno będzie zgadnąć kto zachęcił mnie do pójścia na ten mecz ;)

    Nie powiem teraz że od razu ‘zauroczyłem’ się atmosferą meczu bo byłem raczej świadkiem apogeum upadku Hutnika.. rundy wiosennej która doprowadziła Hutnika do spadku do IV ligi.

    Ale zacząłem coraz częściej odwiedzać Suche Stawy a Daro wprowadzał mnie w doborowe towarzystwo ‘loży szyderców’. A teraz na meczach Hutnika pojawiam się dosyć regularnie (nawet na sparingach gdzie człowieka ładnie przepiździ…). I myślę że to będzie już stan permanentny.

    A czemu Hutnik zapytacie? Tu ludzie idą z miłości do klubu, idą zobaczyć mecz drużyny z którą się utożsamiają, idą na mecz drużyny która zaskakująco dobitnie ukazuje obraz polskiego kapitalizmu…(rok ‘96 – szczyt – 3 miejsce w lidze, Puchar UEFA -> ‘08 – dno – IV liga..)

    I mam nadzieję że za parę lat będę mógł być świadkiem powrotu Hutnika może nie na szczyt.. ale na pozycję polskiego pierwszoligowego średniaka :)

  4. fajna notka;]
    @ dziob:
    spierdalaj, odezwal sie ten ktory pisze:D

  5. No jak o piłce nożnej to i ja się wypowiem :)

    Hutnik..co jak co to prawie 60lat historii krakowskiej piłki. To że teraz im nie idzie tak jakby kibice sobie życzyli to sprawa braku finansów…może kiedyś wrócicie na hmm szczyt nie bo ten dla Wisły, ale na 2 miejsce…:) Napisałeś ważną rzecz dotyczącą kibiców “sukcesu”… znam paręnaście osób które były za Hutnikiem przez długi okres…po czym stali się kibicami Wisły czy Cracovi…. Ja za Wisłą byłem od 5 roku życia, kiedy to od taty dostałem plakat Wisły…pamiętam że podniecałem się nim jakbym zdobył coś niesamowitego :) to tyle chyba…pozdro xD


Dodaj komentarz

XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.