Tytułu nie będzie bo nie o niego tu chodzi…

20 marzec 2009 at 21:49 | In Z życia | 9 Comments

Na początek ostrzeżenie – ta notka może być chaotyczna bo była pisana pod wpływem dość silnych emocji spowodowanych dość silnym bodźcem…

Po około roku wnikliwych obserwacji, po godzinach spędzonych na przemyśleniach, w końcu po przeanalizowaniu mojego dotychczasowego życia doszedłem do przerażającego mnie wniosku – w wieku 20 lat stałem się zgorzkniały i wypalony. Wiem, że to nie brzmi jak ja, ale niestety tak się stało. Nie zrobiłem już od dawna nic pożytecznego, ba, co gorsza nie mogę w sobie znaleźć motywacji do zrobienia niczego takiego, a dotychczasowe życie już dawno przestało mi sprawiać przyjemność. Z jednej strony chciałbym to zmienić z drugiej nie bardzo mam pomysł jak. Tak jak napisałem wcześniej – to zaczęło się około roku temu – i to mnie dziwi. Liceum jest dla mnie okresem w którym poznałem masę świetnych ludzi, do którego, gdyby ktoś mi to zaproponował, cofnąłbym się bez chwili wahania, ale… No właśnie – tu pojawia się ale. Bo to wtedy zacząłem odczuwać lekką pustkę, to wtedy nauka, z którą nigdy nie miałem trudności… nie, w sumie nadal nie sprawiała mi trudności, ale tylko wtedy kiedy potrafiłem się na niej skoncentrować, a tak było coraz rzadziej – wręcz wcale. To wtedy to co robiłem zaczęło tracić głębszy sens, a zaczęło przypominać życie robota z codziennie zaprogramowanymi rytuałami i nawykami.

Długo zastanawiałem się nad tym czemu tak się dzieje, czemu moje życie zaczyna tracić sens. I doszedłem do wniosku że to przez marzenia. A konkretnie przez to, że nigdy nie spełniłem żadnego z marzeń mojego dzieciństwa, ba, niektórych nawet nie próbowałem zacząć spełniać. To niestety nie dotyczy tylko mnie, są dziesiątki ludzi, którzy wręcz cierpią bo w decydującym momencie zabrakło im odwagi. Często jest tak, że sami boją się realizować swe marzenia w obawie przed wyśmianiem, czy dlatego, że boją się, że po realizacji okaże się, że ich marzenie ich rozczaruje. Czasem też po prostu boją się, że nigdy nie będą mieli na tyle siły ani umiejętności aby je zrealizować i wolą się nie zawieść w późniejszym czasie. Jednak często jest też tak, że realizację marzeń uniemożliwia otoczenie. Nie mówię nawet o ordynarnym wyśmiewaniu przez rodziców marzeń małych dzieci, mówię o “dobrych” radach udzielanych człowiekowi – najczęściej młodemu – który zdecyduje się pochwalić swym marzeniem innym… i tu srodze się zawodzi bo zamiast choćby najmniejszego słowa wsparcia, czy zrozumienia słyszy, żeby dał sobie spokój, że tak będzie lepiej dla niego, że zobaczy że jeszcze radzącemu podziękuje w późniejszym życiu… Powiem szczerze – w życiu większej bzdury nie słyszałem. Najczęściej kończy się tym,  że zaczyna błądzić, tracić radość życia i ochotę na robienie niecodziennych rzeczy, a staje się szarą i przeciętną masą.

Podziwiam ludzi, którzy z uporem dążą do realizacji własnych marzeń i którzy nie zrażają się porażkami. Ludzi, którzy żyją z pasją i dla których ta pasja jest czymś więcej niż tylko “piwkiem po pracy”. Ja zostałem przez “życzliwych” mi ludzi odwiedziony od realizacji tylu marzeń, że czasem mam wrażenie, że obecnie nie mam już żadnego i godzę się z przynależnością do wspomnianej wcześniej szarej masy – masy, która ma czasem niezłą prace, mieszkanie, samochód, rodzinę, ale nie robi nic co sprawiałoby im prawdziwą radość – tak naprawdę nie czuje się nikomu potrzebna.

Dlatego Drogi Czytelniku jeśli masz kogoś bliskiego, kto wspiera Cię w realizacji swoich marzeń to możesz z czystym sumieniem zakończyć czytanie tej notki, iść do tego kogoś i podziękować mu z całego serca za to, że jest wspaniałym człowiekiem. Jeśli zaś jesteś osamotniony w swoich dążeniach do uzyskania szczęścia, posłuchaj rady kogoś, kto zrezygnował ze zbyt wielu okazji bo dał się do tego namówić innym – nie poddawaj się, choćby nie wiem co nie daj się zamienić w maszynę do przeżywania każdego dnia od rana do wieczora, żeby go tylko przeżyć.

Może kiedyś jeszcze znajdę coś, co da mi radość życia. Zacznę przynajmniej marzyć… Na razie powoli zaczynam godzić się, że zmierzam do pogrążenia się w przeciętności i zostania kolejnym członkiem szarej masy. Mimo to cały czas mam nadzieję bo przecież nadzieja umiera podobno ostatnia. Bo przecież może…

Wyszła mi notka mocno w stylu emo. Szkoda bo chciałem takich uniknąć, ale od kilku dni trzyma się mnie taki nastrój i nic na to nie poradzę. A idealnym podsumowaniem mojego stanu ducha będzie ta oto piosenka na koniec – wsłuchajcie się w słowa i pamiętajcie o zachowaniu odpowiednich proporcji w stosunku do mojej osoby ;)

9 komentarzy »

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack

  1. “Dlatego Drogi Czytelniku jeśli masz kogoś bliskiego, kto wspiera Cię w realizacji swoich marzeń to możesz z czystym sumieniem zakończyć czytanie tej notki”

    niech za komentarz wystarczy fakt że doczytałem do samego końca.

    A resztę i tak już wiesz ;]

  2. A ja mogę Ci powiedzieć, że nie tyle, że doszedłem do tego samego wniosku co Ty, ale czegoś mi brakowało.. I chuj, mówcie, że nie mam na co psioczyć, ale mam. Doszedłem do wniosku, że miałem kiedyś marzenia tak jak to ująłeś – dziecinne.. I znalazłem w sobie teraz nowe marzenie. Tak sobie myślę i chyba nie znalazła się osoba, która by mi pomogła, a przynajmniej w pierwszym momencie.. Tak to stwierdziłeś, spotkałem się z wyśmianiem, z niedowierzaniem i z taką “zachętą”, że się odechciewa wszystkiego. Ale pomyślałem “kurwa całe życie tak, pierdolcie się” i robię co sobie wymarzyłem. Sam. Bez akceptacji, jakkolwiek to zabrzmi. Kij im w …, albo jeszcze dalej, a jak skończę to będę miał satysfakcję. Ja. To mi wystarczy, a właściwie wystarczyła mi sama decyzja o tym, że się nie poddam i że coś próbuje robić..

  3. dobra notka Daro. Ale marzenia trzeba umiec realizować a nie tylko o nich myśleć.
    Monologu pisac nie bede, zdanie na ten temat, u mnie.

  4. @Drewno – owszem wiem, zresztą jak i Ty resztę ;)
    @Rafcio – to pochwal się kiedyś co robisz z taką satysfakcją i wiedz, że od dzisiaj masz kogoś, kto Ci kibicuje, żeby Ci się to udało ;)
    @Tomek – nawet myślenie o marzeniu może dawać radość życia, sama nadzieja jego realizacji – ja nie każe nikomu żyć marzeniami i sam nie chce nimi żyć – ja tylko mówie, że życie bez nich staje sie puste i tak naprawde nic nie warte, a czasem np. pójście na studia tylko po to bo tak wypada, czy tak oczekują rodzice, czy “bo dzięki temu dostane prace, która i tak nie będzie mi sie podobać” jest równie głupie jak kopanie rowów.

  5. Wszyscy wybrali takie studia ktorych nie nawidza?… To po cholere cos takiego studiowac? Przeciez kazdy ma jakies zainteresowania? niech albo kształci się w tym kierunku, albo uczy sie tego samodzielnie. Nie rozumiem was…

  6. Człowiecze, a odpierdolże sie w końcu od tych studiów. Nikt nie pisze, że żałuje, że na nie poszedł, że ich nienawidzi. Po prosu studia to nie wszystko – o to mi chodzi. Jak będziesz pracował, to też wrócisz do domu, zalegniesz przed TV/kompem i powiesz, że masz zajebistą pracę i nie masz zamiaru o niczym innym gadać i w nic innego sie angażować?! Bo jeśli tak to ja ci kurwa gratuluje.

  7. Chodzi mi o to ze wszyscy bez wyjatku psiacza na te studia. Jak nie pasuja to po co studiowac? Po co samemu sobie zycie zatruwac, no kurwa po co?
    Nie twierdze ze mam rewelacyjne studia, ale kurwa mam swoja pasje i na niej sie od dluzszego czasu koncertruje a nie nad studiami.
    Dla mnie to wlasnie studia są tylko elementem mojego zycia – studiuje tylko dla jebanego papierka (zreszta jak wiekszosc grafikow btw.) , a pasja – moim zyciem. Obie te sprawy staram sie jakos ciagnac razem.
    I Tobie Darku zycze zeby tak bylo, i nie unoś sie tak… czlowiecze;]

  8. Trochę jakbym siebie czytała. Chyba na szczęście tylko “trochę”. Pierwszy raz zreflektowałam się w okolicach 18. urodzin, a potem to już tylko co jakiś czas się przypominało…

    Cóż można poradzić, oprócz marzenia? Można pieprzyć zdanie innych, posyłających nam zachęty, ale wiadomo – to tylko teoria. Podświadomie każdemu człowiekowi zależy na akceptacji i dlatego sporo tych, którzy chcą być barwniejsi niż ten bury tłum i tak kończą utopieni w szarej masie.

    Ale mimo wszystko życzę Ci, żebyś jednak wyszedł – nie tyle na prostą, co na taką, która by Ci odpowiadała. A co do tej nadziei – może i matką głupich, ale lepiej być głupim i szczęśliwym niż “mądrym” i nieszczęśliwym, czyż nie? :)

    Pozdrawiam.

  9. “Często jest tak, że sami boją się realizować swe marzenia w obawie przed wyśmianiem, czy dlatego, że boją się, że po realizacji okaże się, że ich marzenie ich rozczaruje” – Genialnie powiedziane Daro. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że czytając Twoją notkę widzę siebie. I to jest smutne. I może właśnie to dlatego czasem się na was wkurwiam. Irytuje się, że nigdzie w ciągu dnia nie chcecie wyjść, nie ma żadnych rozkmin… nie mogę pogodzić się z tym, że moje życie staje się monotonne. Straciło “to coś”, czego nie brakowało choćby w trakcie nauki w Liceum…


Dodaj komentarz

XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Blog na WordPress.com. | Theme: Pool by Borja Fernandez.
Entries and comments feeds.